czwartek, 29 października 2015

Prolog



Waszyngton powoli zamarzał późna jesień dawała o sobie znać listopad tak miesiąc, który za pewno nie należał to najcieplejszych jednak dla pewnej osoby był do dzień szczęśliwy mianowicie na świat przyszło dziecko.
************
  Białolica kobieta siedziała na swym srebrnym tronie długie czarne jak noc włosy związane miała po grecku diadem z półksiężycem dumnie spoczywał na jej głowie, jasne księżycowe oczy ilustrowały uważnie małą istotkę wiercącą się niespokojnie w kołysce przy niej wartowały wielkie srebrne i czarne lwy. Dziewczynka leżące w kołysce była bardzo podobna do swej matki czarne włosy, blada cera i srebrzyste oczy, wyglądające ja tarcze księżyca lekko wykrojone usta o kolorze malin wykrzywiły się w uśmiechu.

Matka dziecka nie była śmiertelniczką była boginią tak dobrze słyszeliście grecką boginią księżyca potężną i piękną Selene, która zakochała się w greckim półbogu synu Zeusa pana niebios i piorunów.
  Vincent Morgan był młodym, wysportowanym, przystojnym generałem armii Amerykańskiej niedawno awansowanym za zasługi na froncie, który stracił głowę dla tytanidy. Poznali się w dość normalnych okolicznościach kiedy Selene przybyła do Waszyngtonu w ubraniu zwykłej kobiety udała się na spacer po parku przy Kapitolu tam wpadła na mężczyznę, w którym od razu się zakochała spotykali się aż w końcu doczekali się dziecka. Pani Księżyca ukryła się w swoim pałacu na obrzeżach Waszyngtonu, dziewięć miesięcy nie dała o sobie znać, generał odchodził od zmysłów.

Moje maleństwo jesteś taka piękna i tak bardzo niebezpieczna - bogini wstała i podeszła do kołyski z białego drewna dotykając małej rączki, na której widniał czarny znak odwrócona pochodnia z wieńcem maków przekleństwo zesłane na mała w dniu narodzin - uratujesz nas wszystkich musisz tylko panować nad mocami - pocałowała ją w czółko biorąc na ręce i owijając kocem - Oddam cię twojemu ojcu tak mi szkoda, że nie możesz zostać ze mną, skrzywdziłam go zostawiając na tyle miesięcy samego – zamachnęła lekko ręko rozbłysło światło tak jasne, że mogłoby wypalić oczy.

   Sekundę potem stała już w salonie willi Vincenta ogień wesoło trzaskał biało-kremowe ściany, na których wisiały obrazy prezydentów USA, kolumny z białego marmuru i posadzki z kamienia w holu były szerokie schody z metalowymi poręczami cały dom wyglądał na ciepły, na piętrze znajdowało się 4 pokoje, 5 łazienek i 2 garderoby na dole zaś wielki salon, kuchnia z jadalnią, biuro, z którego wyszedł wysoki czarnowłosy mężczyzna wojskowa fryzura była idealnie ułożona, jasna karnacja i stalowoniebieskie oczy miały poważny wyraz, cały promieniował królewska dostojnością ubrany w mundur wojskowy z mnóstwem odznak stał tak na środku korytarza patrząc ze zdziwieniem.
 - Selene gdzieś ty była?! Szukałem cię dlaczego zniknęłaś?! - wojskowy wybuchł cała jego powaga prysła jak bańka był tak zmartwiony, że bogini pękało serce potem spojrzał na dziecko mina mu zatężała - Czy to nasza córka? Dlaczego uciekłaś? 
     Kobieta lekko się uśmiechnęła - Tak Vincent to nasza córka musiałam cię zostawić, bo inaczej byłbyś zagrożony, a na to nie chciałam pozwolić - powiedziała odsłaniając rączkę dziecka - widzisz ten znak? Prezent od Hery ani jej, ani Zeusowi nie podoba się, że Safira się narodziła. Na Olimpie obwiniają mnie o zaniedbywanie obowiązków nie mogę jej narażać musisz ją wychować-podała mu dziewczynkę, którą syn Zeusa delikatnie złapał - wprowadź ją w ten mitologiczny świat. Uważaj na jej zdolności odziedziczyła wszystko po przodkach i po nas, ale także to przekleństwo musi nauczyć się je kontrolować - bogini odsunęła się w stronę drzwi-pamiętaj kocham ją i kocham ciebie, ale Safira sprawi wiele kłopotów będzie trudnym dzieckiem i dokona czegoś wielkiego fata mi powiedziały.Do widzenia kochanie !

***********************************************************************************
Zmieniłam całą historię ponieważ tamta była monotonna.Wracam z prologiem :*Komentarze mile widziane :*


Crystal :3